Czy Kazanecki…?
W poniedziałek, święty dzień odpoczynku w teatrze, zajęliśmy dużą scenę BTL-u, żeby trochę sobie porozmawiać. Zatytułowaliśmy ten wieczór ,,Czy Kazanecki dla młodych?” i wyjęliśmy zawleczkę. Zdania na temat spotkania będą pewnie podzielone. Jako samozwańczy komentator Pory Poezji i okolic zwróciłbym tylko uwagę na podstawowy fakt: spotkano się i rozmawiano. Najbardziej uroczy (jak zwykle) byli ci, którzy uczestnicząc w imprezie, narzekali, że się takich imprez nie organizuje. Cóż, wielka szkoda, panie Hilary…
Był i obiecany film, był recital, a pod koniec było późno, więc wszyscy poszli spać. Policja nie odnotowała żadnych incydentów w związku z kłótnią o literaturę. Czy coś z tego wieczoru pozostało? Czy Kazanecki…?
Od lewej: Anna Kietlińska, Ewa Perepelica, Waldemar Smaszcz, Jan Kamiński. Prowadzący dysputę Andrzej Bajguz zamiast siedzieć w miejscu, brnie w mroki widowni, by przekazać mikrofon komuś z publiczności.
Paweł Szymański wyśpiewywał poezję Kazaneckiego i wyśpiewywał, a ludzie słuchali i słuchali.
Projekcja filmu ,,Splątane są na zawsze dzień, miasto i moje ciało”. Niektórym dynamiczna forma filmowego wspomnienia o ukochanym Poecie nie przypadła do gustu, ale linczu nie było. To już coś.


